czwartek, 15 listopad 2007

Kowal



Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych,
Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą,
Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych
I ciskam ja na twarde, stalowe kowadło.

Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze,
Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne,
Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę,
Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne.

Lecz gdy ulegniesz, serce, pod młota żelazem;
Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne:
W pył cie rozbiją pięści mej gromy potworne!

Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem,
Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte,
Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte.

Leopold Staff

--------------------------------------------------------------------------------

Gdy słuchałem sobie dziś Zbroję Kaczmarskiego od razu przypomniał mi się ten wiersz, przed wielu laty przerabiany na polskim w liceum. Na początku XX wieku był on przełomem wobec depresji i pesmizmu modernizmu. Jakkolwiek pisane pod wpływem filozofii Fryderyka Nietzschego, to jednak w interpretacji pozbawionej antychrześcijańskiej wymowy. Robi wrażenie.

0 komentarze: